Nocne życie i rozliczenia bez chaosu | Case study Mateusza Kuwała

·

20 lipca 2026
Wyobraź sobie miejsce pracy, w którym gra głośna muzyka, wokół bawią się setki osób, a Twoim zadaniem jest sprawić, żeby ich energia nie spadła aż do rana. Taka praca to czysta zajawka! Żeby jednak w pełni cieszyć się tą wolnością, trzeba mieć spokojną głowę o faktury, przelewy i ubezpieczenie. Nasz freelancer wolał skupić się na rozkręcaniu eventów, dlatego organizacyjny chaos i papierologię oddelegował Useme.

Poznaj historię Mateusza Kuwała – DJ-a i organizatora eventów – który wymyka się wszelkim schematom. Sprawdź, jak znalazł sposób, żeby legalnie i bezpiecznie rozliczać się z klientami, kiedy zawiesił własną działalność.

O Mateuszu

Mateusz Kuwał od zawsze wolał działać na własnych zasadach. Zamiast wpisywać się w biurowe ramy, wybrał tętniący życiem świat muzyki i miejskich wydarzeń. Zaczął jeszcze w liceum – pierwsze sety grał jako osiemnastolatek, a pasja do dzielenia się swoim hobby błyskawicznie przerodziła się w pełnoprawną pracę.

Szybko udowodnił, że ma świetnego nosa nie tylko do muzyki, ale i do biznesu. Równolegle z DJ-ingiem zajął się marketingiem w gastronomii, działając w czasach, gdy influencer marketing w Polsce dopiero raczkował.

Przez ponad dekadę współtworzył Nocny Market w Warszawie – jeden z najbardziej rozpoznawalnych i obleganych projektów miejskich w kraju. Był też jednym z trzech założycieli Restaurant Week, pomysłu, który wyrósł na wielomilionową firmę. Dodatkowo przez siedem lat produkował własną markę napoju (kombuchę Majesty).

W zeszłym roku, po paśmie biznesowych sukcesów, zdecydował się sprzedać udziały w projektach i wrócić do tego, co daje mu największą energię: eventów i muzyki.

Robiłem projekty garażowe, które miały potencjał i rozwijały się w duże przedsięwzięcia. Tworzyłem od zera, potem budowałem team, sprzedawałem udziały i  szedłem dalej. Wiem, że jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz i zawsze bardziej interesowało mnie próbowanie niż siedzenie w miejscu.

Mateusz to freelancer, który sam definiuje swój sposób pracy.

Zajmuję się muzyką. Moim głównym źródłem dochodu jest DJ-ka, granie na imprezach i eventach, ale też ich organizacja, produkcja i promocja. Mój core to tak naprawdę promocja – marketing, PR, ogólna komunikacja, social media, B2B. Wszystko w okolicach gastronomii rozrywkowej: imprezy, eventy, kluby, życie miejskie i festiwale.

Zamiast odhaczać zlecenia, Mateusz buduje całe wydarzenia. Jest strategiem, producentem i artystą jednocześnie. Jego biuro to klub i stół DJ-ski, projekt to wydarzenie na kilkaset osób, a rezultat to świetna energia i tłum, który bawi się do rana. To prawdziwy człowiek-orkiestra, który do sprawnego rozliczania swojej pracy używa Useme.

Kreatywność kontra administracja

Jak wielu artystów i twórców, Mateusz z rozbrajającą szczerością przyznaje, że w codziennej pracy bywa na maksa chaotyczny.

Z organizacją zawsze było mi ciężko. Często zapominałem o dokumentach, terminach, deadline’ach, więc wszystko trochę się ślizgało. To pewnie idzie w parze z kreatywnością: fajnie się wymyśla, ale trudniej się dowozi. Cały czas się uczę – powoli, na własnych błędach. Popełniam ich coraz więcej, żeby coraz więcej się nauczyć.

Artystyczny rozmach to jedno, ale biznes potrzebuje konkretnych ram. Kiedy w pandemii branża eventowa z dnia na dzień stanęła, Mateusz zareagował pragmatycznie i zawiesił działalność gospodarczą. Przez kolejne lata opierał się na umowach o dzieło. 

Ten model świetnie sprawdzał się w okresie przejściowym, ale gdy eventy wróciły, potrzebował czegoś bardziej skalowalnego. Z drugiej strony, przy nieregularnych dochodach powrót do pełnej JDG nie spinał mu się finansowo.

Tym bardziej że Mateusz doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka. Po latach prowadzenia działalności i rozliczania kontrahentów wiedział, że dla małych firm największym problemem rzadko są same koszty – prawdziwym zabójcą jest brak płynności finansowej.

Niejeden kontrahent miał duże problemy finansowe przez płynność. Jak masz firmę, każdy czeka na fakturę. Z terminem płatności bywa różnie, a podatek musisz zapłacić. To hamuje małe i średnie firmy, bo nie każdy ma zdolność kredytową albo poduszkę finansową na tyle mocną, żeby pokryć VAT czy zaliczki na podatek dochodowy, kiedy płatność przychodzi z opóźnieniem. To jest duży problem.

Do kwestii bezpiecznych rozliczeń dochodził jeszcze jeden, długo odkładany na bok temat: ubezpieczenie zdrowotne. Po zawieszeniu działalności Mateusz stracił aktywny dostęp do NFZ. Przez pewien czas polegał wyłącznie na prywatnych pakietach medycznych i uważał, że to w zupełności mu wystarczy. Złudne poczucie bezpieczeństwa prysło w najmniej spodziewanym momencie.

Miałem wypadek, trafiłem do szpitala i musiałem mieć operację. Jak sprawdziłem, okazało się, że prywatnie kosztowałoby to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Uratowało mnie to, że akurat miałam aktywy NFZ. Po zawieszeniu działalności gospodarczej prawo do korzystania z publicznej opieki medycznej przysługuje jeszcze przez 30 dni. Fart! Ale nie chcę już tak ryzykować.

Zamiast wracać do JDG, zdecydował się na Useme

Mateusz miał już za sobą firmy, wspólników i projekty rozwijane od zera. Dlatego do Useme podszedł praktycznie. Szukał rozwiązania, które idealnie wpasuje się w jego obecne działania.

Useme bardzo mi się spodobało na tym etapie, na którym byłem przez ostatnie kilka lat. Nie chciałem zakładać działalności. Miałem jeszcze pocovidowe turbulencje. Nie byłem pewny, czy chcę się wgryźć w przepisy dotyczące firm i spółek. A Useme pomogło rozwijać organizację już wtedy, kiedy firma jeszcze nie była potrzebna.

Jako przedsiębiorca, który na własne oczy widział, jak zatory płatnicze potrafią położyć nawet najlepszy projekt, Mateusz szukał bezpieczeństwa. W Useme przekonała go zasada, która całkowicie odcinała ryzyko braku płynności.

U Was są sztywne zasady: nie ma faktury bez płatności. To jest duże ułatwienie – nie musisz pilnować terminów ani zastanawiać się, czy klient opłacił proformę. To się dzieje z automatu.

Useme Plus: bezpieczeństwo, którego mu brakowało

Na Useme Plus Mateusz spojrzał przez pryzmat chłodnej kalkulacji. Po tamtym niespodziewanym wypadku i wizycie w szpitalu wiedział, że ubezpieczenie to absolutna podstawa. Z kolei karta MultiSport była dla niego stałym wydatkiem, który i tak ponosił co miesiąc z własnej kieszeni. Useme Plus spiął te dwie potrzeby w całość.

O ile teraz jestem zdrowy, to może być z tym różnie. Atrakcyjne dla mnie jest to, że w Useme Plus mam ubezpieczenie zdrowotne i MultiSport w jednej cenie 499 zł.

Miłym zaskoczeniem – wręcz bonusem – okazała się Kafeteria MyBenefit. Mateusz zalogował się tam po raz pierwszy niedawno i odkrył, że zebrał tam punkty.

Wiem, że mam coś około 200 złotych do wydania. Szczerze mówiąc, nie miałem czasu, żeby się tym mocniej zająć, ale mam zamiar skorzystać.

Punkty z Kafeterii MyBenefit może wykorzystać na codzienne zakupy, jedzenie, transport, bilety do kina, subskrypcje albo aktywny odpoczynek, np. saunę, masaż czy gokarty.

Plany na przyszłość

Przez ostatnie kilka lat Mateusz rozliczał się przez Useme i rozwijał bazę klientów. W zeszłym roku po raz pierwszy od lat przekroczył drugi próg podatkowy.

Za chwilę będę rozwijał projekty, przy których będę zatrudniał osoby, więc w najbliższym czasie znowu otworzę firmę.

Ale Mateusz wcale nie żegna się z Useme. Platforma zostaje z nim jako narzędzie do rozliczania podwykonawców.

Sporo ludzi, z którymi pracuję – freelancerzy, artyści, fotografowie, twórcy wideo, inni DJ-e i muzycy – będzie używać Useme. Dlatego się nie rozstajemy, tylko zmieniamy charakter naszej współpracy.

Odpowiednie narzędzie we właściwym czasie

Mateusz Kuwał to najlepszy dowód na to, że da się połączyć artystyczną duszę i eventowy chaos z porządkiem w papierach. Nie musiał wybierać między wolnością freelancera a poczuciem bezpieczeństwa – po prostu dobrał narzędzia do etapu, na którym akurat się znajdował. Kiedy wkrótce wróci do własnej firmy, Useme zostanie z nim jako wygodny sposób na rozliczanie podwykonawców. Bo ostatecznie to narzędzia mają dostosowywać się do Ciebie, a nie na odwrót.

👋 Odwiedź Mateusza na Instagramie.

Także na blogu

Freelancing na własnych zasadach – i z MultiSportem w kieszeni | Case study Roberta Szczechowiaka

Freelancing na własnych zasadach – i z MultiSportem w kieszeni | Case study Roberta Szczechowiaka

Dla wielu osób freelancing kojarzy się z wolnością i pracą w egzotycznych miejscach. Jednak po kilku latach działania na swoim (i właśnie z takich miejsc) największym przejawem wolności może stać się… spokój w głowie – kiedy wiesz, że masz zapewnione ubezpieczenie zdrowotne, opłacone podatki i dodatkowy budżet na swoje przyjemności.