Freelancing na własnych zasadach – i z MultiSportem w kieszeni | Case study Roberta Szczechowiaka

·

8 maja 2026
Dla wielu osób freelancing kojarzy się z wolnością i pracą w egzotycznych miejscach. Jednak po kilku latach działania na swoim (i właśnie z takich miejsc) największym przejawem wolności może stać się… spokój w głowie – kiedy wiesz, że masz zapewnione ubezpieczenie zdrowotne, opłacone podatki i dodatkowy budżet na swoje przyjemności.

Poznaj historię Roberta Szczechowiaka – twórcy wideo i fotografa, który przerobił każdy możliwy model pracy, żeby ostatecznie zbudować swój własny: bez etatu i dużego ZUS-u, ale za to z pełnym pakietem przywilejów i spokojną głową.

Kim jest Robert

Robert Szczechowiak pochodzi z Trójmiasta i od siedemnastego roku życia robi zdjęcia. Zaczynał od klubów i dyskotek – dla kogoś z zewnątrz to może brzmieć jak średnio romantyczny start, ale dla niego był wręcz idealny. Od razu poczuł, że to jest to, co chce w życiu robić.

Równolegle na początku „kariery fotografa” pracował w banku i to na tyle dobrze, że dostał propozycję awansu. Dla pracodawcy to oczywisty kolejny krok w karierze, jednak Robert widział w tym coś innego.

Zapaliła mi się czerwona lampka, że chyba nie chcę brać udziału w wyścigu szczurów. I uznałem, że w stu procentach będę próbował działać na swoim, pod własną marką.

Zrezygnował z pracy na etacie. Przez kolejne lata regularnie tłumaczył rodzinie i znajomym, że jego definicja „normalnej pracy” nie zakłada biura, szefa i sztywnych widełek od ósmej do szesnastej. Martwili się, ale mu zaufali.

Pierwsza poważna próba fotograficzna przyszła około 2009 roku. Lokale zaczęły wymagać lepszego sprzętu, a Robert nie był jeszcze gotowy na taką inwestycję.

Na dwa, może trzy lata poszedłem za bar. Zbierałem pieniądze na sprzęt, żeby wrócić z aparatem i jakością, której kluby wtedy wymagały.

Wrócił i poczuł, że Trójmiasto jest dla niego za ciasne względem klubów. W 2015 wpadł na pomysł, żeby pojechać do kolegi na Ibizę i tam robić zdjęcia. Spędził na wyspie pięć sezonów jako fotograf. Na zimę wracał do Polski, jednak sezonowość zaczęła mu blokować zlecenia.

Kiedy wracałem i chciałem robić zlecenia, często spotykałem się z odmową. Słyszałem wtedy, że robię fajne zdjęcia, ale lokale najczęściej miały fotografa zatrudnionego na stałe, przez cały rok, i że nie wyrzucą go przecież tylko na zimę.

Po piątym sezonie spędzonym na Ibizie usiedli z kolegą nad mapą świata i uznali, że do Polski nie wracają. Wybrali dwa kierunki: Dubaj albo Miami. Rzucili kostką. Dubaj szybko wypadł z gry przez wizowe obostrzenia, więc ruszyli do Stanów. Chwilę później świat zatrzymała pandemia, a oni przenieśli się do Meksyku i zostali tam kolejne trzy miesiące – wtedy bardziej opłacało mi się spędzić czas w Ameryce, niż wracać do Europy.

Kiedy wrócił do Polski na stałe, chciał zatrzymać się w stolicy. Na jednym z trójmiejskich festiwali poznał człowieka, który popchnął jego karierę w nowym kierunku:

Powiedział mi wtedy, żeby przyjeżdżać do Warszawy, bo coś wymyślimy, ale żebym wiedział, że zdjęcia są passé. Teraz wszyscy stawiają na wideo – i chwilę po przyjeździe wcisnął mi kamerę do ręki i wysłał do klubów.

Robert nie miał pojęcia, jak się za to zabrać, ale zaczął nagrywać i montować po swojemu. Z czasem, metodą prób i błędów oraz z pomocą podpowiedzi kolegi, uczył się robić wideo i dołożył je jako drugą nogę swojej pracy, tworząc obecnie główny jej filar.

Aktualnie Robert działa jako fotograf i twórca wideo, obsługuje eventy oraz projekty reklamowe. Część zleceń dostaje do kolegi, który prowadzi małą agencję – Robert odpowiada za wykonanie, a znajomy za kontakty i sprzedaż. Pozostałe projekty zdobywa już samodzielnie. W obu przypadkach do rozliczeń używa Useme.

Zawieszona firma

Zanim pojawiło się Useme, Robert miał działalność gospodarczą. Założył ją, bo skusiło go dofinansowanie.

Można było dostać 20 tysięcy złotych, a dla mnie to było dużo, bo mogłem za to kupić obiektyw, aparat i spokojnie się rozwijać.

Firma działała i obsługiwała głównie klientów prywatnych. Jednak przed wyjazdem do Stanów zawiesił działalność, po powrocie – odwiesił. Potem przyszedł covid, przeprowadzka do Warszawy i kolejny lockdown, więc zawiesił firmę po raz trzeci. I właśnie wtedy pojawił się problem, o którym nikt go wcześniej nie uprzedził.

Chciałem odwiesić kolejny raz działalność, ale księgowy mi powiedział, że niestety przez to wejdę na duży ZUS. No to stwierdziłem, że nie ma to dla mnie sensu finansowego. Przypadkowo odkryłem Useme, a zawieszona firma nie blokowała rozliczeń przez Useme – wystarczy inne PKD i można legalnie wystawiać faktury.

Robert zdecydował się na platformę i już został. Został też z jedną rzeczą, której zawieszona firma nie rozwiązuje: brakiem ubezpieczenia zdrowotnego, bo od czasów pandemii Robert go nie miał.

Już przywykłem – odpukać, nic się nie stało – ale jednak ubezpieczenie zdrowotne to poczucie bezpieczeństwa i głowa jakaś spokojniejsza. Bo jak będzie mnie na przykład bolała nerka, to nie będę miał problemu, żeby iść do lekarza.

Useme Plus

Przez długi czas Robert korzystał z Useme Club – miesięczny próg 299 złotych zwalniał go z prowizji, a przy regularnie wystawianych fakturach był to stały element kosztów wpisany w rytm pracy. Równolegle chciał mieć kartę MultiSport, więc korzystał z niej dzięki innemu koledze, który prowadził swoją firmę.

Kiedy w ofercie pojawiło się Useme Plus za 499 złotych miesięcznie, Robert podszedł do tego pragmatycznie i zrobił prosty rachunek.

Patrząc na to, że i tak miałem wydać swoje, żeby nie płacić prowizji za wystawianie faktur, a do tego jeszcze około 180 zł za MultiSporta u kolegi, to przy Plusie wyszło mi, że dokładam jakieś 20 zł i mam od razu wszystko w jednym – zero prowizji, benefity i NFZ.

Robert podkreśla, że w Useme Plus ważny okazał się dla niego dostęp do benefitów, a szczególnie karty MultiSport.

Dzięki Useme Plus mogę korzystać z karty MultiSport, która daje mi możliwość wyjścia na siłownię i skorzystania z różnych aktywności. Nie jestem typem sportowca, a samo szukanie czy wykonywanie kolejnych zleceń zawsze pochłania dużo czasu. Dzięki karcie wolę zmęczyć się w inny sposób – pójść na trening albo do sauny, co daje mi i przyjemność, i prawdziwą odskocznię od pracy. Ostatnio punkty z Kafeterii wydałem również na kino.

Dzięki Kafeterii MyBenefit Robert co miesiąc dostaje punkty, które może wymienić na kino, zakupy albo właśnie na kartę MultiSport. W praktyce Useme Plus, oprócz wystawiania faktur bez limitu, zapewnia mu NFZ oraz stały budżet na przyjemności, które w innym wypadku opłacałby z własnej kieszeni.

Freelancing po swojemu

Na pierwszy rzut oka Robert spełnia klasyczny freelancerski sen: aparat, wolność i praca z ciekawych miejsc. Pod spodem to historia człowieka, który konsekwentnie wybiera swoje – nawet jeśli oznacza to kilka życiowych zakrętów. Zamiast wracać do wysokiego ZUS-u, wybrał model, w którym rozlicza zlecenia przez Useme, a dzięki Useme Plus ma faktury bez limitu, NFZ i MyBenefit w jednej cenie. Może dalej rzucać kostką między kolejnymi projektami, wiedząc, że papierologię, ubezpieczenie i małe przyjemności po pracy ma już zapewnione.

👋Odwiedź Roberta w Useme i na jego stronie

Także na blogu