Prawdziwy work-life balance zaczyna się po przejściu na freelancing | Case study Patrycji Abramian-Tarcha

·

3 listopada 2025
Dziś Patrycja cieszy się zaufaniem klientów i regularnymi zleceniami, a work-life balance nie jest dla niej modnym sloganem, tylko codziennością. Ale jeszcze trzy lata temu zmagała się ze sztywnymi ramami pracy na etacie, które nie pozwalały jej czerpać przyjemności z tego, co robi. Rozmawialiśmy z Patrycją o tym, jak wyglądała jej droga od ograniczeń etatu […]

Dziś Patrycja cieszy się zaufaniem klientów i regularnymi zleceniami, a work-life balance nie jest dla niej modnym sloganem, tylko codziennością.

Ale jeszcze trzy lata temu zmagała się ze sztywnymi ramami pracy na etacie, które nie pozwalały jej czerpać przyjemności z tego, co robi.

Rozmawialiśmy z Patrycją o tym, jak wyglądała jej droga od ograniczeń etatu w agencji do swobody domowego freelancingu i jaką rolę zagrało w tej podróży Useme. Przeczytaj, co nam powiedziała.

Marketing na własnych warunkach

Praca Patrycji to, w dużym skrócie, kompleksowa opieka nad social mediami. W praktyce jej zadania są naprawdę różnorodne. Po pierwsze zarządza profilami – ustala harmonogram publikacji, ustawia kampanie płatne, współpracuje z influencerami. Po drugie tworzy treści – układa strategie komunikacji, pisze testy, przygotowuje grafiki, robi zdjęcia, montuje reelsy.

Ale zanim otworzyła „marketingowy warsztat” we własnym salonie, pracowała na stanowiskach marketingowych, zarówno w prywatnych firmach, jak i agencjach.

I nie czuła się z tym komfortowo. Nie chciała ograniczać się do 26 dni urlopu, o który musi zawsze prosić. Nie chciała pytać o pozwolenie za każdym wyjściem do lekarza i spędzać długich godzin na nadrabianiu po każdym dłuższym wolnym. Nie chciała tracić godzin w korkach, żeby dojechać do biura, w którym nie czuła się dobrze.

Freelancing sprawił, że to wszystko, co „uwierało” ją na etacie, poszło w zapomnienie.

Własna firma – (nie)oczywisty wybór?

Kiedy specjalistka marketingu chce iść „na swoje”, na myśl przychodzi zwykle rejestracja firmy. I choć jest to opcja popularna, to – jak się szybko okazało – stresująca, czasochłonna i skomplikowana.

Patrycja nie wiedziała, jak powinna rozliczać się z klientami ani jak te zarobki dokumentować i opodatkować. Tak naprawdę nie miała potrzeby tego wiedzieć, bo chciała skupiać się na tym, co umie i chce robić – marketingu.

Czułam się jak marketingowiec z krwi i kości i w to chciałam się angażować, a nie w studium na temat przedsiębiorczości i systemów podatkowych.

Zagłębianie się w tajniki ryczałtu i skali, kosztowna współpraca z księgową, strach o błąd w urzędowych deklaracjach i jego finansowe konsekwencje… Chciała sobie tego oszczędzić.

I wtedy usłyszała o Useme.

Jej sposób na legalne rozliczenia B2B bez firmy

Useme umożliwiło Patrycji rozwój kariery freelancerki. Po pierwsze pozwoliło jej legalnie rozliczać swoją pracę i dało poczucie „zaopiekowania” wszystkich kwestii formalnych. Docenia to, że ma wszystkie umowy i faktury w jednym łatwo dostępnym miejscu.

Gdyby nie Useme, pewnie bym się na to nie zdecydowała. Samodzielne tworzenie umów, rozliczanie dochodów… Pewnie ze strachu przed formalnościami wróciłabym na etat i była dalej niezadowolona.

Patrycja ma przede wszystkim spokojną głowę i czas na kreatywną pracę. Zajmuje się tym, na czym się zna, a Useme dba o to, żeby zapłaciła odpowiedni podatek od swoich zarobków. Prowadząc działalność, musiałaby poświęcać sporą część swojego czasu na to, co z Useme robi w kilka kliknięć.

„Dzięki Useme nie jestem anonimową postacią z internetu”

Patrycja ma dziś dwa źródła współprac – polecenia i Useme. Ma profil freelancera, na którym błyszczy jej portfolio i doświadczenie.

Po tym jak już uzupełniłam swoje portfolio, porządnie opisałam na profilu, czym się zajmuję i zyskałam większą liczbę „zakończonych rozliczeń”, klienci sami do mnie piszą z konkretnymi zapytaniami o współpracę.

Duża liczba współprac widocznych na jej profilu w Useme buduje jej pozycję w oczach klienta już od pierwszych chwil. Nie jest anonimowa, a jej doświadczenie rośnie z miesiąca na miesiąc. To przekłada się na zaufanie klientów i kolejne zlecenia.

Podsumowanie – co Patrycja zyskała z Useme?

  • Możliwość przejścia na freelancing – nie zdecydowałaby się na niego bez partnera w postaci platformy do prostego i legalnego rozliczania swoich zleceń.
  • Spokojną głowę – wie, że Useme odprowadzi jej podatki i dopilnuje każdego prawnego aspektu współpracy z klientem. Ufa firmie, która od ponad 10 lat zajmuje się rozliczeniami freelancerów.
  • Więcej czasu – nie musi spędzać go na poznawaniu zasad prowadzenia działalności w Polsce.
  • Wiarygodność i zaufanie klientów – jej profil w Useme to jej wizytówka, która regularnie przynosi jej nowe propozycje współpracy.
  • Komfort pracy na własnych zasadach – bez szefa, sztywnych godzin, staniu w korkach i ograniczonego urlopu.

👋 Odwiedź Patrycję w Useme!

Także na blogu

Ile zleceń na freelansie potrzebujesz, żeby zarobić 10 000 zł w miesiącu?

Ile zleceń na freelansie potrzebujesz, żeby zarobić 10 000 zł w miesiącu?

Jeśli na freelansie masz poczucie, że „tyrasz, a konto puste”, to branie kolejnych zleceń nie rozwiąże Twojego problemu. W tym artykule odpowiadamy na pytanie, jak mądrze połączyć cel finansowy ze stawkami, modelem rozliczeń oraz portfelem stałych klientów. Sprawdź, ile projektów realnie potrzebujesz, żeby zarabiać 10 000 zł miesięcznie bez ryzyka wypalenia.